Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział XI Kim jest człowiek, jeśli nie człowiekiem tylko...

Rozdział XI Kim jest człowiek, jeśli nie człowiekiem tylko...

Na wyjaśnienia jednakże nadejdzie odpowiedni moment. Rozmyślając nad rozmową opiekuna z ministrem biegłam w stronę drzwi frontowych. Jedynym ostatnimi czasy, w czym znajdywałam pocieszenie i radość były wypady do Hogsmeade. W tym miasteczku można było zapomnieć o problemach i troskach dnia codziennego, a tych mi nie brakowało. Najpierw wyznania mistrza eliksirów, później draka z powodu Draca a ostatecznie… szlaban i wiszenie pod sufitem. Miałam wrażenie, że moje żyły w pewnym momencie nie wytrzymają i… pękną, rozerwą się. Musiałam odpocząć, zrelaksować się. Moją głowę za bardzo przytłamsiły myśli, nie widziałam nic poza wspomnieniami i to był mój błąd. Można się zapomnieć, ale nigdy nie należy tracić kontaktu z ziemią. Wylądowałam jak długa na skalnej posadce, głową skierowaną do dołu.
- Oferma.
-Ale upadła.
- To było świetne Claire.
„Zabije cię… kiedyś oberwiesz” zaśmiałam się w duchu, choć pozornie wyglądałam na wściekłą i jednocześnie załamaną.  Oparłam się dłońmi o podłogę i delikatnie dźwignęłam unosząc do góry głowę. Ujrzałam Karin otoczoną wianuszkiem swych psiapsiółeczek.
- Ty nigdy nie zajmiesz mego miejsca. – Powiedziałam dosadnie i bardzo, bardzo głośno. - Bez względu jak bardzo byś tego pragnęła. I jak bardzo byś się starała. Pamiętaj, że TO i CI, którzy należą do mnie, zawsze pozostaną mi wierni, chociaż zbuntowani. A to, co ciebie otacza to zwykła imaginacja, złudne nadzieje, że jesteś taka jak ja i masz to, co należy do mnie.
- Przestań chrzanić. – Rudowłosa uniosła do góry nogę z zamiarem uderzenia mnie w twarz. Chwyciłam za jej stopę i pociągnęłam w swoją stronę, czego następstwem był upadek, przeturlałam się na bok, a gdy Karin wylądowała na miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżałam błyskawicznie wstałam. Podeszłam do rudej, zacisnęłam palce na jej włosach i z całej siły pociągnęłam do góry sprawiając, że chcąc czy nie chcąc musiała przede mną stanąć.
- Pożałujesz tego!
- Tak? Ja tylko na to czekam. – Dziewczyna zaatakowała mnie z niewyobrażalnie wielką furią. Widziałam jak jej zdrowy rozsądek, [którego z resztą nigdy za wiele nie miała] zastępuje ogromny gniew.  Robiłam uniki, trzymałam gardę odsuwając się na bezpieczną odległość. Wiedziałam, że obserwuje nas mnóstwo osób. Zapewne to tylko kwestia czasu nim zostaną poinformowani nauczyciele. Jednakże nie mogłam po prostu pozwolić Karin, aby mnie bezkarnie gnębiła i… biła. Poirytowana splunęła na mą twarz, tego było za wiele. Moje na ogół spokojne podejście zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Skoczyłam niczym tygrysica [wiem, wiem pisze się „niczym lwica” ale ja bardziej lubię tygryski ^.^] w powietrzu chwyciłam Karin za włosy, ruda uczyniła to samo. Pomimo olbrzymiego bólu nie zamierzałam rezygnować. Słyszałam piski uczniów, którzy na przemian wykrzykiwali moje i mojej przeciwniczki imiona.
Zdzieliła mnie po twarzy tworząc rysy po swych długich paznokciach. Zacisnęłam dłoń w pięść i ugodziłam w jej szczękę. Nie szczędziłyśmy sobie komplementów, których chyba nikt nie chciałby usłyszeć pod swym adresem.
- N-nie zostaw mnie… dostanie to, na co zasłużyła! Słyszysz?! Puszczaj!- Krzyczałam czując jak ktoś chwyta mnie za ramiona i usiłuje odciągnąć od Karin. Podskoczyłam i zaczęłam wymachiwać nogami w powietrzu chcąc, chociaż jeszcze raz ugodzić Karin, która również szarpała się z osobą, która próbowała ją uspokoić i odciągnąć ode mnie. Pomimo gorącego zapału do walki i ogromnej chęci pozabijania siebie nawzajem, zostałyśmy brutalnie rozdzielone. Odwróciłam się do tyłu, aby zobaczyć, kto śmiał mi przerwać.
- Czy ty wiesz, co zrobiłeś? Jak w ogóle… śmiałeś? – Ostatnie słowo wydukałam widząc parę czarnych oczu utkwionych we mnie. Snape chwycił oburącz za płaszcz, jakim był odziany i skrzyżował dłonie. Widząc jego zgorzkniały wyraz twarz i pulsującą skroń uśmiechnęłam się niewinnie.
- Czy chciałabyś coś jeszcze dodać? – Zapytał niemalże nie poruszając ustami.
- Że do twarzy panu profesorowi w czerni? – Wyszczerzyłam ząbki w szczerym, niewinnym uśmiechu i dosłyszałam głosy uwielbienia. Nie wiem, kto był na tyle durny, aby zauroczyć się w mym uśmiechu, ale szczerze mu współczuje.
- Ta… ta dzikuska! – Krzyknęła Karin stając przede mną i zwracając się do mego ojca. Łgała w żywe oczy, starając się zatuszować swą winę. – Rzuciła się na mnie. To niewyobrażalne jak w ogóle śmiała.
- I jesteś pewna, że to tylko i wyłącznie wina Megary? – Zapytał profesor przyglądając się mnie bardzo uważnie.
- Oczywiście. Pan profesor wie, że ja nigdy… - Teatralnie położyła dłoń na swej piersi.
- Co?! To kłamstwo! – Wrzasnęłam przystępując krok do przodu. – Istne kłamstwo! Karin w pewnej części mówi prawdę, ale wiele istotnych informacji zataja!
- To oczywiste, że tak powie. Chce się wykręcić od poniesienia konsekwencji własnych czynów.
- Wiele można mi zarzucić ruda szkapo!
- Megaro. – Nauczyciel skarcił mnie wzrokiem.
- Przepraszam, ale ta sytuacja mnie przerasta. Naprawdę nie jestem idealna i można mnie o wiele posądzić, ale nie o tchórzostwo. Nie mam zamiaru tracić czasu na słowa, w które może mi pan profesor nie uwierzyć, a znając pańskie podejście do mnie to jest niemalże stuprocentowe.
- Nawet nie ma nic na swoją obronę. Żałosne. – Parsknęła rudowłosa. Snape nadal wlepiał we mnie swe czarne puste oczy, jak gdyby chciał przejrzeć mnie na wylot.
- Mam więcej niż myślisz. Posiadam takie dowody, których żadne słowa nie są w stanie przytłamsić. Proszę… niech pan profesor ujrzy me wspomnienia. Niech pan przeżyje te same chwile i dopiero obciąży którąś z nas konsekwencjami. – Zaległa głucha cisza. Nikt się nie odezwał, każdy czekał na reakcje wychowawcy Slytherinu, ja jednakże czułam jak z każdą sekundą robi mi się coraz słabiej. Niepewność mnie doprowadzała do białej gorączki, lecz nadal starałam się trzymać nerwy na wodzy.
- Jesteś tego pewna?- Zapytał po minucie, dla mnie to był wieczny czas oczekiwania. Spuściłam z rezygnacją głowę. Na pewno do najmniej przyjemnych rzeczy zalicza się wkradanie do ludzkich wspomnień, oczywiście dla osoby, która jest prześwietlana na wylot. Odetchnęłam głęboko.
- Nie spodobałoby mi się gdyby ktokolwiek robił sobie wycieczki po mym umyśle, ale… - Zdecydowanie spojrzałam w oczy ojca i stanowczo powiedziałam. - Tak, jestem tego pewna. To jedyna słuszna droga do podjęcia odpowiednich środków.
- Za bardzo to przeżywasz, to nie jest sąd. – Usłyszałam krzyki jednego z gapiów.
- Czyżby? Mamy jedną stronę oskarżoną i drugą, która usiłuje się bronić, w tej chwili jest również sędzia, który nie może wydać wyroku bez obeznania się ze wszystkimi szczegółami.
- Za bardzo to przeżywasz Megaro. Doceniam to, co chcesz zrobić. Mało jest osób gotowych dobrowolnie pozwolić na „inwigilację umysłu” ty jednakże nie zawahałaś się ani przez chwilę. To jednak nie będzie konieczne. Twa postawa jest godna naśladowania. Czego nie mogę powiedzieć o tobie Karin. Nie zrobiłaś niczego innego jak tylko rzucałaś oskarżenia pod adresem Megary zapominając o tym, jaki miałaś udział w tej całej sytuacji. Podczas gdy Megara wykazała się odwagą, ty wykazałaś się tchórzostwem. Jednakże, jako opiekun Slytherinu nie mogę pozostawić tego incydentu bez…
- Nie tłumacz się… mów, co mam robić. – Odetchnęłam głęboko.
- Dzisiaj po powrocie z Hogsmeade…
- To jest niemożliwe.
- Nie przerywaj mi niepytana.
- To jest niemożliwe! – Powtórzyłam dosadnie.
- Dlaczego?
- Ponieważ mam… szlaban.- Skrzywiłam się lekko na samą myśl zarówno o katordze, jaką wymyśliła Umbirdge oraz o pouczeniach Snape’a, zaraz się zacznie... Gdyby chociaż wiedział kto jest sprawcą.
- Czy ty nie możesz przeżyć spokojnie, chociaż jednego dnia nie pakując się w kłopoty? – Uderzyłam pięścią o dłoń i szepnęłam „bingo”. Moje przemyślenia były jak najbardziej trafne. Szybko spoważniałam widząc złość w czarnych tunelach.
- To złe słowo! – Krzyknęła Hermiona podbiegając do mnie.
- Zamilcz. – Wysyczałam.
- Powinna raczej powiedzieć torturowana. – Złapała mnie za ramiona. - Pokaż profesorowi swe dłonie.
Odetchnęłam głęboko i z niedowierzaniem potrząsnęłam głową. Jak Hermiona śmiała wydać mnie, zdradzić me sekrety i to przy tylu osobach?
- Znasz coś takiego jak wyczucie czasu?
- Rozejść się. – Nakazał Snape.
- Dobry pomysł. – Ukłoniłam się przed nim nisko wyswobadzając z objęć Gryfonki. – Dowidzenia.
- Wy dwie zostajecie. – Palcem wskazał na mnie i Granger. - Do mojego gabinetu, to jedyne miejsce gdzie możemy spokojnie porozmawiać.- Powiedział bardzo cicho, jakby obawiał się, że ktokolwiek może podsłuchać, a najwidoczniej tego nie chciał. Nimbem tajemnicy, jakim był owiany coraz bardziej mnie przerażało i zarazem fascynowało.

***

W gabinecie, Hermiona usiadła na krześle znajdującym się przeciwko biurka. Uśmiechnęłam się do swych myśli wspominając chwile, która na zawsze odmieniła moją pozycje w domu Slytherina. Zmieniłam się od tamtej pory, teraz zdecydowanie stąpałam po podłodze, jakbym czuła się… częścią tego wszystkiego, co w nim się znajduje, jakby to wszystko należało do mnie. Z dumnie uniesioną głowa rozglądałam się po gabinecie, już nie byłam małą, wystraszoną trusią obawiająca się Snape’a. Dotykałam wszystkiego, co znajdowało się w pomieszczeniu i wiedziałam, że mogę pozwolić sobie na więcej niż ktokolwiek inny. Z zainteresowaniem zaczęłam przyglądać się szklanej fiolce, w której znajdował się zielono – czarny wywar, kolory były „ułożone” na przemian, czarny, zielony, czarny, zielony.
- O co chodzi? – Zaczął Snape już nie tak groźnym tonem jak zazwyczaj. Poczułam się… bezpieczna? Tak, na to wyglądało. To absurdalne, ale naprawdę tylko w towarzystwie Severusa czułam się pewnie. - Jakie tortury? Megaro mówię do ciebie. – Warknął, gdy nawet nie raczyłam spojrzeć w jego stronę.
- Ja o niczym nie wiem.- Wymamrotałam podnosząc fiolkę do góry i pod światłem oglądając jej piękne barwy.
- Ale ja tak. Wybacz Meg, ale to zabrnęło już za daleko.
- Więc mów. – Nakazał opiekun.
- Niech pan spojrzy na dłonie swej… córki.
- Hermino! – Krzyknęłam wypuszczając z dłoni szkło. Gdyby nie szybki refleks ojca, który wyciągnął różdżkę i na czas uniósł flakonik, mogłoby się źle skończyć. Wlepiając wzrok w buteleczkę widziałam jak przelatuje przez szerokość pomieszczenia aż zatrzymuje się w dłoni Snape’a.
- Kto jeszcze o tym wie, że jesteś moją córką?
- Z cztery osoby. Tylko ci najbardziej zaufani. Przynajmniej mam taka nadzieję.
- Ja również. Nikomu nie masz prawa opowiadać o tym, że jesteś ze mną spokrewniona. Nie poruszaj tego tematu ani w pojedynkę ani tym bardziej na ogólnym forum.
- Dlaczego? Nie traktuje ciebie, jako swego ojca, lecz… jak opiekuna.
- I tak ma pozostać.
- Dlaczego?
- Powiedziałem, że masz milczeć odnośnie tego tematu i wierz mi nie chcesz postępować wbrew mej woli.
- Jesteś potworem! – Zapłakana wybiegłam z pomieszczenia.
- W ten sposób nie zdobędzie pan jej zaufania. – Usłyszałam głos Hermiony.

Nie wiem, co o tym mam myśleć. Teraz, gdy zaczęłam czuć się spokojnie, gdy myślałam, iż mogę mu zaufać, opiekun po prostu traktuje mnie jakbym nie miała z nim nic wspólnego. Odebrał mi rodzinę zastępując brutalnie i bez pozwolenia jej miejsce, a kiedy nadszedł czas akceptacji… odtrącił mnie. Czuje się niepotrzebna, jak zwykła zabawka, którą można zdjąć z półki, aby się pobawić, a gdy znuży rzucić w kąt i bez wyrzutów sumienia pozwolić, aby została zapomniana raz na zawsze.


shadow-poison 16/09/2010 23:57:07 [Powrót] Komentuj

bez podpisu

http://nawet-tam-gdzie-wszystko-sie-konczy-ja-odnajde-swoj-poczatek.blog4u.pl/
data: 17/09/2010 11:10:37
zalogowany
IP: zalogowany
Naprawdę świetnie piszesz:) aż chce się czytać;)
Pansy

brak www
data: 17/09/2010 00:22:40
lokis04.lokis.net.pl
IP: 217.153.221.102
Nie będę owijała w bawełnę i przejdę do rzeczy. ŚWIETNA ROBOTA! Genialnie wczułaś się z postać Meg! Na początku i końcu notki zalał mnie tak masakryczny napływ emocji że szkoda gadać, naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem. Świetnie opisana kartka z pamiętnika. Cieszy mnie to, że nie opisałaś tylko akcję ale i dodałaś coś od Meg, o sytuacji z jej ojcem, która mam nadzieję, że się poprawi. :)

A co do wspaniałej bójki- bardzo dynamiczne opisy, powiem Ci, że z zapartym tchem czytałam o tym, która z panien wygra pojedynek. Ciekawi mnie kto kibicował Meg, skoro teraz jest taka znienawidzona. Może Gryfoni?

Buźka,czekam na następną notkę, naprawdę piszesz genialnie. :) Jednak przejście na 1 osobę dobrze wpłynęło na Twoje opowiadanie. :)